Tak, oczywiście, że będę pisać codziennie, albo chociaż co kilka dni ...
Jak może, co bystrzejsi zuważyli, jest juz koniec wakacji, a tu nie pojawiło się nic nowego.
Ale jak to zawsze mawiam: "no cóż". Mówi sie trudno i płynie się dalej.. Fani Nemo czuja bluesa :D
ostatni razem, jesli się nie mylę pisałam o pogodzie, więc tym razem też nie omieszkam o niej wspomnieć. Jeżeli ostatnim razem odnieśliście wrażenie, że zaczynam lubić letni klimat to przepraszam za wprowadzenie was w błąd. NIENAWIDZĘ CIEPŁA. Więc nic nie przysparza mi większej radości, niż widok zachmurzonego nieba za oknem :D Wygląda też na to, że zbiera się na deszcz co jest oczywiście dodatkowym plusem.
Skoro juz o nienawiści do lata, to może rozwinę temat i o tym tu pogadam.
Po pierwsze, pogoda. Jak wyżej wspomniałam ciepło nie jest "moja rzeczą". Ludzie albo ci mówia, że jest za ciepło, żeby z tobą wyjść, ale wieczorem, kiedy ty lezysz i czytasz sobie w najlepsze, zamieniają się w gwiazy wieczoru i chcą leciec na imprezę. "Bo wtedy, nie ma już upału." Jest dwa stopnie zimniej ludzie!
Po drugie, ubrania. Nie wiem czy jestem tu jedyną dziewczyną, która nienawidzi szortów, koszulek na krótki rękaw, albo na ramiączkach i kostiumów kapielowych. Jesli jest lato, to klimat tej pory roku zmusza w pewnym sensie do ubierania właśnie tych artykułów ubraniowych. Ja czuję się w nich po prostu źle i niekomfortowo. A jesli tylko mogę zakładam po domu bluzę i dres <3
Po trzecie, tak zwane "beach body". Na pewno wszyscy z was, choć raz w życiu słyszeli: "niedługo wakacje, więc trzbea schudnąć", "już wakacje, a ja nadal nie przeszłam na dietę". W tym roku ćwiczyłam, ale jakoś wyszło, że na czas wakacji przestałam, bo wyjeżdżałam gdzieś, albo ktoś przyjeżdżał. I oczywiście jak to bywa mięśnie i kondycja wyrobiona ćwiczeniami, zniknęła. Ale wszędzie otoczenie mówiło mi: "Schudnij, są wakacje.", " Are You Beach body ready?", itp. Nie wiem czy tu mnie akurat zrozumiecie, bo ciężko mi wytłumaczyc o co chodzi, ale dostawałam mieszane sygnały. Z jeden strony mówiono powyższe sentencje, ale z drugiej strony znajomi wyciagali mnie na lody, ciasta. Pewnie nie wiecie o co mi chodzi, ale trudno.
Po czwarte, szkoła. Zawsze, tak w połowie wakacji dobiega mnie mysli, że powinnam coś zrobić z całym tym wolnym czasem i może powtórzyć materiał, przygotwoać się do konkursów itp. Mogę sobie wyobrazić teraz wasze wytrzeszczone oczy jak to czytacie. "Co z nia nie tak?" pewnie myslicie. Nie mam urazu ;) Nie lubię, też tego powrotu do szkolnego rytmu. Nagle trzeba wstawać bladym świtem, wkurzać się na przystanku, bo autobus się spóźnia 10 min. (cholerne 138), znosić docinki, uwagi i zbędne komentarze w szkole od innych uczniów, być pogrążąnym na matematyce przy tablicy i wrócić w końcu do domu. I tutaj też pomyslicie, że cos ze mną nie tak, bo ja nie mam nic przeciwo tym wszystkim rzeczom. Dopóki tylko jestem wdrożona w ten cay rytm i jestem przyzwyczajna. Nienawiścia tylko pałam do wyrywania z tej rutyny i wrzucania do mniej z powrotem.
To byłoby na tyle, z tego co przyszło mi do głowy. Może niektórzy z was maja podobne odczucia do tej pory roku i wakacji? Napiszcie w komentarzach, z chęcią poczytam co inni mają do powiedzenia.
Z mojej strony to na razie tyle, życzę wam miłego końca wakacji, bo nie wiem czy zechce mi sie tu pisać coś przez najbliższe 10 dni.. hehe
Trzymajcie się ciepło,
papa